BLOG, Lifestyle, Wywiady

Mikrozachwyty i uważność, a zdrowe nawyki.

Uważność, a zdrowe odżywianie

Uważność, to temat o którym coraz częściej się mówi. Na temat uważności i tego jak to wszystko się ma do zdrowych nawyków żywieniowych, postanowiłam porozmawiać z Kingą Wittenbeck, która na co dzień mieszka w Nowym Jorku i stara się żyć w stylu slow life. Do niedawna pracowała jako opiekunka trzech dziewczynek. Po tamtym okresie postanowiła przewartościować swoje życie i trochę zwolnić. To sprawiło, że zaczęła dostrzegać mikrozachwyty, dzięki którym nawet najgorszy dzień może stać się chociaż odrobinę milszy.

MS: Jak zacząć cieszyć się z małych rzeczy?

KW: W pracy z moimi pacjentami bardzo polecam trening uważności. To może polegać na tym, że siedzisz i dokładnie obserwujesz swoje otoczenie.  Najpierw skupiasz się na 5 rzeczach, które możesz zobaczyć, później na 5 które możesz poczuć węchem czy usłyszeć. Następnie starasz się to przenosić na życie codzienne. Tak a propos zbliżających się świąt, polecam taki szybki trening uważności przy stole wigilijnym. Zwłaszcza jeśli zaczynamy mieć moment przesytu świąteczną krzątaniną. Wtedy warto skupić się na tym, co dzieje się dookoła stołu, posłuchać o czym rozmawiają osoby zgromadzone przy świątecznym stole, o tym co czujemy i jakie zapachy dolatują do naszego nosa.

MS: Czy trudno jest zacząć zauważać mikrozachwyty?

KW: Jeśli chodzi o odkrywanie mikrozachwytów to kluczową rzeczą jest czas dla siebie. Gdy go nie mamy, non stop gdzieś pędzimy to nie mamy nawet kiedy zastanowić się co tak właściwie lubimy. To jeden z powodów dla, których warto wygospodarować chwilę dla siebie. Wbrew pozorom może to być trudne. Jesteśmy nauczeni, że bez przerwy trzeba gdzieś gnać. Przez wiele, wiele lat byliśmy przekonani, że wielozadaniowość jest najlepsza. Teraz wiemy już, że multitasking jest kompletnie bez sensu. Przełączanie się między zadaniami i powrót do zadania, które porzuciliśmy, trwa dużo dłużej, niż jakbyśmy przechodzili od zadania do zadania. To też zabiera nam możliwość zauważania co się dzieje wokół nas. Cały czas jesteśmy czymś zaabsorbowani i świat zewnętrzny przestaje dla nas istnieć.

MS: Na szczęście to się powoli zmienia i widać to po coraz większej popularności medytacji, ćwiczeń oddechowych czy jogi, które uczą nas skupienia, a przy okazji pomagają zredukować stres.

KW: Tak, mnie też ciszy w jakim kierunku to idzie. Ostatnio myślałam o moich rodzicach. Oni, mimo że wolniej żyli, to u nich nie było takiej tendencji, żeby myśleć o swojej głowie. Oni nie zastanawiali się nad tym czy dobrze się czują psychicznie czy też gorzej. Z jednej strony mamy dużo więcej możliwości niż oni i już nikogo nie dziwi to, że ktoś chodzi na jogę czy terapię do psychologa. Jeszcze 30 lat temu było to nie do pomyślenia. A z drugiej strony nasz świat jest dużo bardziej wymagający, niż ten z ich młodości. Chociaż wiadomo, że każde czasy mają swoje plusy i minusy.

MS: Jak to, że żyjemy uważniej, odbija się na naszym sposobie odżywiania?

KW: Ja zaczęłam widzieć takie połączenie, że im bardziej zaczęłam się skupiać na tym co się dzieje tu i teraz, tym bardziej jestem w stanie dostrzec sygnały płynące z mojego ciała. Wcześniej kompletnie nie zastanawiałam się, czy jestem głodna czy chce mi się w ogóle jeść czy może już jestem najedzona. Ja po prostu jadłam wtedy, kiedy mogłam i ile mogłam. Z tego powodu uważam że zawsze powinniśmy stawiać siebie na pierwszym miejscu lub jednym z pierwszych. Wtedy dużo łatwiej jest znaleźć czas dla siebie. Zauważyłam, że moje mikrozachwyty kojarzą mi się z byciem tu i teraz. Takie podejście pomaga słuchać swojego organizmu. Cały życie myślałam, że lubię dużo jeść i mam duży apetyt. To jest prawda, ale okazuje się, że wcale nie muszę tak często jeść jak jadłam do tej pory. Dałam sobie szansę na odkrywanie tych sygnałów. Dzięki temu bardzo zmieniły się moje nawyki żywieniowe.

MS: To co mówisz dobrze obrazuje to, że nauka zdrowego odżywiania, to nie tylko kwestia tego co ląduje na talerzu, ale również to co siedzi w naszej głowie.

KW: Bardzo często korzystam też z idei bycia tu i teraz w pracy z moimi pacjentkami. Okazuje się, że niektóre z nich mają  problem z podjadaniem, bo kompletnie nie wiedzą po pierwsze czy są głodne czy syte. Po drugie co lubią jeść, bo ludzie często tego nie wiedzą. Jedzą po prostu to co jest pod ręką. Sięgają po tzw. bezpieczne zestawy, a potem okazuje się, że np: ten batonik, który dana osoba je codziennie wcale nie jest jej ulubionym. Pewnego dnia siada, kroi batonika na kawałki- wącha, dotyka, patrzy jaką ma strukturę. Po prostu go smakuje. Po zjedzeniu 1/2 batona okazuje się, że nadal lubi słodkie, ale to nie jest słodycz z tego konkretnego produktu, to nie jest ten smak, która ona lubi. W jednym momencie odrzuca tego batona, bo dochodzi do wniosku, że to nie jest to co ją satysfakcjonuje.

Moim zdaniem dostrzeganie takich mikrozachwytów oraz bycie tu i teraz bezpośrednio przekłada się na to jak jemy i co. Tutaj też może pojawić się taka obawa, że osoba, która jest przyzwyczajona do jedzenia słodyczy to będzie jadła tylko słodkie. To jest nieprawda, bo jak dopuszczamy nasz organizm do głosu to okazuje się, że on doskonale zna swoje potrzeby. To bardzo dobrze widać w momencie gdy wyjeżdżamy gdzieś na wakacje. Mimo, że w  miejscu gdzie jesteśmy jest przepyszne jedzenie, to nasz organizm jest przyzwyczajony do domowej tradycji. Wracamy po wakacjach do domu i prosimy mamę, żeby ugotowała nam pomidorówkę. Żeby dostrzec te potrzeby trzeba wsłuchać się w siebie i dać sobie szansę.

MS: Warto też zacząć jeść uważnie. Podczas posiłków nie oglądać telewizji, nie przeglądać instagrama czy nie wyglądać przez okno, bo dzieje się tam coś ciekawego. Po prostu skupić się, smakować i nie pochłaniać jedzenia, co większość z nas ma w zwyczaju. Nie zastanawiając się co mamy na talerzu, jak to dokładnie smakuje, nie skupiamy się też na gryzieniu,łykamy. Jesteśmy nauczeni, że trzeba szybko zjeść, bo jak nie zjem teraz, to później nie będzie czasu.

KW: Tak, dobrze że to powiedziałaś. Mamy takie przeświadczenie, że samo jedzenie kojarzy nam się z lenistwem. Jak to można tylko jeść, przecież szkoda czasu. To później przekłada się na to, że nie jesteśmy w stanie stwierdzić czy jesteśmy już syci czy nie. Cały czas zagłuszamy sygnały dawane przez nasz organizm. Zagłuszamy komórką, włączonym telewizorem albo ulubionymi serialem. Nie chcę tutaj brzmieć jak jakaś purystka, która skupia się nad każdym zjedzonym liściem sałaty. Jednak doskonale zdaję sobie sprawę, że czasami nie ma innego wyboru. Je się przy biurku, z telefonem na stole czy szybko, bo po prostu nie ma czasu. Fajnie jednak pomyśleć o tym, żeby od czasu do czasu zrobić sobie taki trening uważności przed talerzem. Ja do tego dążę, bo uważam że to przynosi same korzyści.

MS: Teraz nasuwa mi się na myśl to, że my jako Polacy nie mamy takiego zwyczaju ucztowania i smakowania. Tylko siedzimy dłużej przy stole jak są święta lub niedzielny obiad. W większości domów wygląda to tak, że obiad trzeba szybko zjeść, talerze wrzucić do zmywarki i rozejść się do swoich obowiązków.

KW: Dokładnie tak jest! Mój mąż jest Hiszpanem i przeżyłam wielki szok, gdy pojechałam tam pierwszy raz. U nich posiłki są ucztą. Oni siadają, mają coś na przystawkę, pierwsze danie, deser, a później jest coś takiego co się nazywa sobremesa, czas po lunchu lub obiedzie spędzony na rozmowach z ludźmi, którzy towarzyszyli nam podczas posiłku. Polega to na tym, że wszyscy siedzą przy opróżnionych już talerzach przed sobą i rozmawiają. Tak po prostu o wszystkim. Na początku było to dla mnie bardzo dziwne i męczące, ponieważ kompletnie nie byłam przyzwyczajona do czegoś takiego. Potem stwierdziłam, że to jest genialne. Starałam się to wprowadzić do swojej rodziny. Na początku było bardzo trudno, bo nie jesteśmy przyzwyczajeni do czegoś takiego, ale to sprawia, że posiłek staje się czymś więcej niż jedzeniem. To dobry moment żeby porozmawiać i budować relacje. Jestem wielką zwolenniczką czegoś takiego. Oczywiście wtedy kiedy jest to możliwe. Wiadomo, że siedzenie codziennie przez kilka godzin przy stole i ucztowanie jest niemożliwe do zrealizowania.

MS: Pewnie wyszłoby nam to bokiem i byłoby więcej okazji do rodzinnych kłótni i afer.

KW: Właśnie, więc wszystko z umiarem i trzeba szukać złotego środka.

MS: Pewnie i niech to będzie częściej niż dwa razy w roku na święta. Dobra, trochę pożartowaliśmy, wróćmy do tematu. Jak uważność ma się do Nowego Jorku, który nigdy się nie zatrzymuje?

KW: Nowy Jork to jest ciągły pęd, ludzie żyją tu na maksa szybko. Mieszkańcy tego miasta mają całkowicie inny styl życia, który nijak ma się do slow life.

MS: Z tego co wiem to nowojorczycy bardzo dużo pracują?

KW: Tak, mają tylko dwa tygodnie wolnego w ciągu całego roku. Często też z niego nie korzystają, bo są tak nakręceni, że dla nich wizja dwóch tygodni wolnego jest niemożliwa. Oni sobie tego nie wyobrażają. Wydaje mi się, że tutaj w grę wchodzi pracoholizm i struktura pracy osadzona w rzeczywistości. Idziesz do biura i codziennie coś się dzieje, a gdy nie ma cię jeden dzień to już jesteś w tyle. Jeśli chodzi o Nowy Jork to mimo to, że ludzie żyją tutaj bardzo szybko, to też jest mocno osadzona kultura dbania o siebie. Uwierz mi, że na ulicach widać ludzi bardzo wysportowanych, ale tak już ekstremalnie. To jest dowód na to, że nowojorczycy nie zapominają o kulturze ciała. Dbają też o sferę psychiczną. Tutaj bardzo rozpowszechniona jest joga, medytacja czy pilates.

MS: Można powiedzieć, że to miasto skrajności, a mimo wszystko jest zachowana równowaga.

KW: Tak, wiem że dziwnie to brzmi i bardzo cieżko jest to sobie wyobrazić. Wszystko pędzi, ale work-life balance jest w miarę zachowany.

MS: Jakie wskazówki dałabyś osobom, które nie dostrzegają takich mikrozachwytów, jak chociażby chmury pięknie oświetlonej przez słońce. Żyje od zadania do zadania.

KW: To jest ciężkie. Ja zawsze powtarzam, że to my jesteśmy specami od samych siebie. Mogę tutaj mówić wszystko, ale dopóki sami nie damy sobie pozwolenia na to, że chcemy cieszyć się życiem, to nic nam nie pomoże. Powiem ci tak, ja zaczęłam od przeanalizowania tego co lubię, a czego nie. Co lubię w swoim życiu, na czym mi zależy, co chciałabym robić. Zastanawiałam się też co muszę robić, żeby mieć pieniądze na to co chcę robić. Absolutnie nie zachęcam, żeby nagle odrzucić wszystko to, czego nie lubimy. Jest to po prostu niemożliwe. Można przyjąć, że 30% rzeczy w naszym życiu to właśnie te, które nie bardzo lubimy robić, ale musimy. To właśnie one pozwalają nam na to, żeby robić to co chcemy. Warto się zastanowić, czy te 30% nie staje się 70% naszego życia. Wtedy będziemy po prostu nieszczęśliwi i nie będziemy zauważać tych zachwytów, bo nasza codzienność będzie nas dobijać.

MS: To jak w ogóle zacząć zauważać rzeczy, które nas uszczęśliwiają? 

KW: Po pierwsze, doradzałabym przeanalizować swój dzień. Taki najzwyklejszy, ale skupić się na tym co nam zapewnia minimalne szczęście i radość. U mnie to było tak, że przez pracę z dziećmi straciłam bardzo ważny dla mnie moment- czyli picie porannej kawy i planowanie dnia. Gdy przestałam pracować jako opiekunka zrozumiałam, że to był jeden z tych momentów, który przynosił mi taki spokój wewnętrzny i radość. Z czasem zaczęłam zauważać coraz więcej tych momentów i przypominać sobie rzeczy, które lubiłam gdy byłam dzieckiem. Przez zrozumienie tych momentów to automatycznie staramy się robić ich coraz więcej. Warto zastanowić się nad tym, przeanalizować i dać sobie przestrzeń. Po to, żeby nie dochodziły do nas takie myśli typu: to jest głupie, bo jakaś osoba nie widzi w tym sensu.

MS: Tutaj bardzo dużą rolę odgrywa też to, żeby nie przyjmować się tym co mówią inni.

KW: Dokładnie. Może się tak zdarzyć, że ktoś sobie pomyśli, że jesteśmy oderwani od rzeczywistości. Tutaj ktoś ma problemy, a my zachwycamy się kawą z pianką. W takiej chwili możemy poczuć się źle, bo bliska nam osoba powiedziała, że to bez sensu. Dlatego warto dążyć do takiego momentu gdy stwierdzimy, że te mikrozachwyty są nieodłączną częścią naszego stylu życia. Wtedy bez względu na opinię innych osób, my wiemy, że to ma sens i ich zdanie na nas nie wpływa.

MS: Jak przestać się przejmować rzeczami, na które nie mamy wpływu?

KW: Są z tego dwa wyjścia. Mamy sytuację, która się już wydarzyła. Na przykład jeśli zjedliśmy całą tabliczkę czekolady, pojawiają się wyrzuty sumienia, obwiniamy się o to, że źle się czujemy itd. W tej sytuacji musimy sobie odpowiedzieć na pytanie czy mamy jeszcze na to wpływ. Oczywiście nic już z tym nie zrobimy, bo czekolada została zjedzona. Zamiast się zamartwiać, lepiej zastanowić się w jaki sposób uporać się z poczuciem winy. Warto uzbroić się w takie narzędzia, które nam pomogą. Takich potknięć będzie jeszcze wiele, to nie jest jednorazowa sytuacja, która się nie powtórzy. Można przygotować listę rzeczy, które pomogą nam się zrelaksować- wyjście na spacer, słuchanie ulubionej muzyki, gorąca kąpiel. Coś, co oderwie nasze myśli od wyrzutów sumienia. 

MS: W takich sytuacjach bardzo dobrze sprawdzą się nasze zainteresowania i rzeczy, które lubimy robić.

KW: Tak, jeśli nie mamy zainteresowań, to warto poszukać czynności, które służą tylko i wyłącznie relaksowi. One mogą być totalnie bez sensu i wcale nie musimy być w tym najlepsi. Mi bardzo pomaga rysowanie. Mimo, że nie jestem w tym mistrzem, nie chce też być drugim Picassem. Robię to dla przyjemności i dlatego, że bardzo pomaga mi to oderwać się od myślenia. Warto zadać sobie samemu pytanie czy faktycznie przy tym odpoczywam i jeśli tak jest to po prostu rozwijać tą aktywność.

MS: Osobie, która żyje w pędzie może być trudno na początku znaleźć aktywności, które ją odstresowują. Zwykle takie osoby nie mają zielonego pojęcia co je relaksuje, bo tego wolnego czasu nie mają.

KW: Tak, to bardzo trudne, ale tutaj też wkracza kwestia zasobów psychoenergetycznych. Ogólnie rzecz biorąc dotyczą one tego czy nam się chce coś robić, czy mamy siły realizować swoje cele itd. Ludzie zapominają o tym, że te zasoby się wyczerpują. Nie mamy ich w nieskończonych ilościach i każdy z nas ma w końcu taki dzień kiedy nie jest w stanie ruszyć się z łóżka. Jeśli my nie zadbamy o balans, to nikt za nas o to nie zadba. Tak samo jak praca, osiąganie i wyrabianie norm, jest dla nas ważne, tak samo istotny jest odpoczynek. Bez odpoczynku na dłuższą metę nie pojedziemy za daleko. To nie jest żadna fanaberia, ale potrzeba każdego człowieka.

MS: Tak, możemy mówić, że sen jest dla słabych i inne pseudo motywujące hasła, ale prawda jest taka- brak czasu dla siebie jest przyczyną tego, że coraz więcej osób choruje na depresje, nerwice czy stany lękowy. To wszystko jest przyczyną tego, że nam się to zbiera, zbiera, zbiera i w pewnym momencie organizm mówi stop. 

KW: Fajnie jest pozwolić sobie na wszystkie myśli. Te dobre, złe, szkodliwe i takie które nam pomagają. Dlatego warto do tego podejść na zasadzie jakbyśmy sami byli swoimi obserwującymi. Nie przykuwać się emocjonalnie do swoich myśli. Tylko zastanowić dlaczego tak jest, że mam lęki i szukać tej przyczyny w sobie. To jest bardzo trudne. Może się domyślać, doszukiwać, ale nikt nam nie powie jak na maturze, że ta odpowiedz jest dobra bądź zła. To ciągle wchodzenie wgłąb swoich myśli doprowadza to większego spokoju.

MS: Jak nauczyć się znajdować czas dla siebie?

KW: Przede wszystkim zaplanować odpoczynek i wpisać go w plan dnia. Fajnie też przygotować się do tego odpoczynku. Przez to, że ludzie zapominają o nim to nie wiedzą co chcą robić. Mają wpisany w kalendarz odpoczynek i np: oglądają serial na kanapie, który kompletnie ich nie relaksuje. Dlatego wracamy znowu do tego, że trzeba siebie pytać co lubimy robić, co poprawia nam humor i co przynosi nam relaks. To oczywiście może być serial czy nawet scrollowanie Instagrama. Tylko trzeba się zapytać czy to przeglądanie mediów społecznościowych wpływa na mnie dobrze, czy może wzrasta we mnie takie napięcie, że wszyscy coś robią, a ja leżę i  tylko ich oglądam. Dlatego zawsze doradzam, żeby przygotować sobie listę aktywności, które nas relaksują. Jeden dzień to może być fajny serial na Netflix-ie, w drugim książka. Kolejnego dnia może tak być, że nie masz głowy do książki więc poprzeglądasz sobie Instagrama.

MS: Wpadł mi teraz do głowy taki pomysł w jaki sposób jeszcze bardziej uprzyjemnić sobie relaks. Można przygotować słoiczek z karteczkami, na których będą wypisane czynności, które dobrze na nas wpływają i każdego dnia losować karteczkę. 

KW: Bardzo dobry pomysł. Zwłaszcza, że efekt zaskoczenia zawsze dobrze działa, bo nagle z momentu kiedy w ogóle nie odpoczywaliśmy odpoczynek staje się czymś ekscytującym. Dlatego myślę, że to będzie fajnie działać. Dodatkową rzeczą jaką ja polecam to to, żeby się nie rozpraszać.  Jak odpoczywamy to odpoczywamy.

MS: Znowu wracamy do tego, że wielozadaniowość wcale nie jest dobra.

KW: Dokładnie, to nie jest godzina kiedy nadrabiamy wszystko na co nie mieliśmy czasu wcześniej. Jeśli decydujemy się na czytanie książki to czytamy książkę, bez zerkania co chwilę na telefon, bez włączonego telewizora gdzieś z boku. W innym wypadku będzie tak, że mimo iż mamy czas na odpoczynek, to nie będziemy czuć zrelaksowania.

MS: Jak zasoby psychoenergetyczne mają się do zdrowego odżywiania czy odchudzania?

KW: To zależy od naszych celów. Jeżeli mamy cel schudnąć 5 kg, to fajnie, szczególnie jeśli to ma służyć naszemu zdrowiu. Jednak warto się zastanowić czy nasza sytuacja życiowa pozwala na to, żeby dołożyć sobie kolejny cel, który będzie od nas dużo wymagał. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy osobą, która je same fast foody, popija to colą a na deser je słodycze. Trzeba realnie spojrzeć na swój cel. Super, że jest taki pomysł, żeby zadbać o swoje zdrowie. Z drugiej strony musimy mieć na uwadze to, że ten cel będzie od nas dużo wymagać-  energii i poświęcenia, będzie dużo sytuacji kiedy będziemy musieli zrobić coś wbrew nawykom które teraz mamy. Z tego powodu na początku będziemy musieli dużo więcej czasu poświęcić, żeby wybrać sałatkę, a nie burgera.

MS: Osoby, które zaczynają odchudzanie w każdy poniedziałek często obwiniają siebie za to, że po kilku dniach diety się poddały. Prawda jest taka, że winny może być niski poziom zasobów psychoenergetycznych.

KW: To prawda, trzeba się zastanowić czy sytuacja w moim życiu i zasoby psychoenergetyczne są na takim poziomie, że uda nam się zrealizować ten cel. Jeżeli jesteśmy w takim momencie, że przechodzimy przez bardzo trudną sytuację osobistą to realizacja postanowienia sprawi, że tylko się sfrustrujemy. Może się okazać, że te zasoby psychoenergetyczne są niewystarczające, poddamy się w połowie drogi i przez to będziemy mieć poczucie, że jesteśmy beznadziejni, bo znowu nie dotrzymaliśmy danego sobie słowa. Trzeba mierzyć siły na zamiary i pamiętać o odpoczynku, bo nasze zasoby są jak taka bateria w telefonie. W trakcie mijania dnia zasobów jest coraz mniej, a bateria się wyczerpuje. Dlatego ja zawsze doradzam, żeby trudne decyzje i zadania wykonywać na początku dnia. Jeśli oczywiście jest to możliwe. Gdy postanawiamy sobie, że od nowego roku będziemy ćwiczyć to postarajmy się trening zrobić rano, kiedy zasoby psychoenergetyczne są na wysokim poziomie. Jeśli przełożymy go na wieczór, to w trakcie dnia znajdziemy milion powodów, żeby tego treningu nie było.

MS: Czy poleciłabyś jakieś książki, blogi, konta na Instagramie na temat uważności?

KW: Na pewno „Slow life” Joanny Glogazy, która dała mi dużo do myślenia i w „Sieci natrętnych myśli. Jak uwolnić się od bezustannej walki z lękiem i niepokojem.” autorstwa Kelly G. Wilson.

Kinga Wittenbeck jest dietetyczką i autorką bloga www.wittalna.pl. Uczy jak jeść intuicyjnie, mówi o emocjach, samoakceptacji i czerpaniu radości z życia. Na codzień stara się żyć w stylu slow-life i dostrzegać mikrozachwyty, który skutecznie potrafią poprawić humor nawet w najgorszy dzień.

Spodobał Ci się ten wywiad? Tutaj znajdziesz więcej rozmów, które przeprowadziłam na temat diet, zdrowe odżywiania i tego jak nie zwariować prowadząc zdrowy styl życia.

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go 😉