5 mitów ze świata dietetyki

Intensywny rozwój dietetyki w ostatnich czasach spowodował powstanie wielu prawd, pół prawd i g**no prawd na temat zdrowego odżywiania, odchudzania i zdrowia. Sytuacji nie pomagają fit celebryci ani to, że w dobie mediów społecznościowych każdy może zostać specjalistą od żywienia. Mity, które przedstawiłam poniżej mimo, że nie mają potwierdzenia w nauce lub zostały już dawno obalone to nadal krążą po internecie jako prawdy objawione. Dlatego dzisiaj obalam 5 najpopularniejszych mitów ze świata dietetyki. 

MIT #1: owoce jedzone po godzinie 12/14/16 tuczą

Owoce w dużej mierze składają się z fruktozy, czyli cukru. W większości są również stosunkowo niskokaloryczne, zawierają spore ilości błonnika, witamin i składników mineralnych. Powinny gościć codziennie w naszym jadłospisie.

Jedna z teorii na temat owoców głosi, że jedzone w godzinach popołudniowych tuczą. Piszę ogólnie, że w godzinach popołudniowych, ponieważ autorzy tej teorii nie są zgodni co do godziny. Jedni mówią, że owoców nie należy jeść po godzinie 17. Jeszcze inni podają, że godzina 14 jest najpóźniejszą godziną  na jedzenie owoców. Zdarzają się nawet głosy, że owoce to tylko rano, bo później to już idą w boczki i przyczyniają się do wzrostu wagi i zwiększania bilansu energetycznego diety.

Nie muszę Ci już chyba mówić, że jest to bzdura. Owoce nie mają wbudowanego magicznego mechanizmu, który po określonej godzinie zamienia je w bomby kaloryczne. Owoce jak każdy inny produkt, który jest jedzony w nadmiarze tuczy. Jeśli dostarczasz do organizmu więcej kalorii niż jest mu potrzebne to Twoja waga wzrośnie. Ujemny bilans kaloryczny powoduje utratę masy ciała, a dodatni tycie. Godzina o której jemy dany produkt w żaden sposób nie wpływa na jego kaloryczność. Koniec kropka.

MIT #2: nabiał zaśluzawia organizm

Wystarczy w internetową wyszukiwarkę wpisać kombinację tych trzech słów, a już po chwili wyświetlają się tysiące stron, które przyczyniają się do rozpowszechniania tych bzdur. Na takich stronach możesz przeczytać, że mleko powoduje produkcję śluzu w górnych i dolnych drogach oddechowych. Co może objawiać się częstymi infekcjami np: katarem. Mleko może przyczyniać się też do produkcji śluzu, który atakuje śledzionę, układ immunologiczny, mózg czy zagnieżdża się po skórą (serio?!).

Mit ten jest dla mnie tak kuriozalny, że w pierwszej kolejności wywołuje uśmiech. Teoria o zaśluzawianiu  (czy w języku polskim istnieje takie słowo?) organizmu przez nabiał, pochodzi z tradycyjnej medycyny chińskiej. Co ciekawe nie ma żadnych wiarygodnych badań, które by tą teorie potwierdzały. Pogląd o powstawaniu śluzu pod skórą (dla mnie jest to prawdziwy hit) jest fizjologicznie niemożliwy, ponieważ nasz organizm nie ma żadnych mechanizmów (np: gruczołów), które pozwalałyby na coś takiego.

Jeśli chodzi o zaśluzawianie górnych i dolnych drug oddechowych to znowu mamy sytuację, że brak jest wiarygodnych badań naukowych na ten temat. Teorie tą można jedynie poprzeć tym, że spożycie mleka może prowadzić do flokulacji mleka po zmieszaniu ze śliną. Flokulacja to najprościej mówiąc proces łączenia się cząsteczek i tworzenia pewnego rodzaju bryłek. W efekcie wspomnianego procesu mleko może zagęszczać ślinę, a to z kolei może dawać uczucie zaśluzawiania.

MIT #3: zakwaszenie organizmu

Mit, który od jakiegoś czasu bardzo intensywnie wykorzystują firmy farmaceutyczne. Zwłaszcza te, które w swojej ofercie mają magiczne suplementy, które odkwaszają organizm lub uzupełniają braki składników odżywczych spowodowane właśnie tym zjawiskiem. Zakwaszenie organizmu ma się objawiać: zmęczeniem, sennością, poszarzałą cerą, bólem głowy, problemami skórnymi i milionem innych symptomów. Jak widzisz objawy są bardzo ogólne i mogą tak naprawdę oznaczać każdą inną chorobę.

To jak to jest z tym zakwaszeniem? Owszem istnieje, ale tylko w przypadku poważnych chorób (np. nerek), a nie stylem życia i zanieczyszczeniem środowiska toksynami. Nasz organizm ma wiele mechanizmów w organizmie, które mają za zadanie utrzymać pH krwi na stałym poziomie, który waha się od 7,36 do 7,44. Nadmiar kwasów usuwanych jest chociażby przez nerki czy płuca (wydychanie dwutlenku węgla). Wszelkie wahania od tej normy są niebezpieczne dla zdrowia, a osoby z zakwaszeniem organizmu powinny być pod stałą opieką medyczną!

MIT #4: BCAA najlepiej regeneruje mięśnie po treningu

BCAA to suplement, którego głównym składnikiem są trzy aminokwasy egzogenne- leucyna, izoleucyna i walina. Aminokwasy egzogenne to takie, które muszą być dostarczane wraz z pożywieniem, ponieważ organizm nie jest w stanie sam ich wyprodukować. W przeciweństwie do aminokwasów endogennych, które są syntetyzowane przez organizm. W sklepach z odżywkami dla sportowców można znaleźć BCAA praktycznie w każdej formie. Proszku, tabletki, gotowy napój, a nawet gum do żucia- każda szanująca się firma wychodzi naprzeciw oczekiwaniom klientów. Producenci suplementów zachwalają BCAA jako podstawę suplementacji osób ćwiczących. Działanie tego suplementu jest wszechstronne. Od zwiększenia wydolności fizycznej, podniesienia poziomu energii po przyrost masy mięśniowej, redukcję zmęczenia czy szybszą regenerację po wysiłku.

Jak sytuacja wygląda w praktyce? Aminokwasy egzogenne to nie tylko leucyna, izoleucyna i walina, ale również sześć innych. Wszystkie aminokwasy (egzogenne i endogenne) można porównać do cegiełek, z których zbudowane są różne białka. Białka z kolei budują większość tkanek w organizmie między innymi mięśnie. Proces anaboliczny (wzrost) mięśni występuje tylko wtedy gdy synteza białek mięśniowych jest szybsza niż tempo ich rozpadu.

Regeneracja uszkodzonych włókien mięśniowych podczas treningu następuje tylko wtedy gdy organizm ma do wykorzystania wszystkie aminokwasy. Nie tylko te zawarte w BCAA. Tych, których brakuje będzie musiał pozyskać z innego źródła, czyli z innych tkanek organizmu. W efekcie ilość białka w organizmie nadal będziesz na ujemnym bilansie. Z tego powodu teorie, że BCAA przyspiesza regenerację i rozrost mięśni można wsadzić sobie między bajki. Synteza białek mięśniowych będzie ograniczona przez brak wszystkich białek egzogennych.

MIT #5: olej kokosowy jest najzdrowszym tłuszczem świata

Chociaż największy bum na olej kokosowy już chyba dawno mamy za sobą. To nadal znajdą się osoby, które przypisują mu magiczne, wręcz prozdrowotne właściwości. Znalazłam nawet teorie, że jedzenie 2 łyżek oleju kokosowego może przyczyniać się do zmniejszenia ilości tkanki tłuszczowej na brzuchu. Do prozdrowotnych właściwości tego “cudu” natury można zaliczyć- poprawę odporności, prewencję chorób układu krążenia czy poprawę pamięci.

Wszystkie te teorie zostały już jakiś czas temu obalone. Jednym z argumentów, który przemawiał na korzyść oleju kokosowego był fakt, że wiele osób porównywało go do oleju MCT. To olej, który jest stosowany podczas leczenia padaczki lekoopornej. Nie chcę wchodzić w budowę chemiczną tłuszczy, bo ten artykuł i tak już jest długi. Mówiąc w skrócie- olej MCT składa się głównie ze średnio łańcuchowych kwasów tłuszczowych, a produkowany jest z oleju kokosowego i palmowego. Pewnie z tego powodu bardzo wiele osób stawiało na równi olej MCT i kokosowy. Niestety różnice w zawartości kwasów tłuszczowych w tych olejach, są znaczne. Olej kokosowy składa się przede wszystkim z nasyconych kwasów tłuszczowych. To te tłuszcze, które w zdrowej i zbilansowanej diecie są niepożądane. Tylko 16% oleju kokosowego to kwasy średnio łańcuchowe, gdzie w oleju MCT ich ilość wynosi przynajmniej 95%. Znaczna różnica, prawda?

Podsumowując:

  • olej kokosowy nie jest zdrowy. Natomiast świetnie nadaje się jako nawilżająca maska na włosy,
  • owoce jedzone popołudniu nie mają dwa razy więcej kalorii ani nie odkładają się w brzuchu,
  • zaśluzawianie organizmu przez nabiał jest taką samą bzdurą jak teoria, że Ziemia jest płaska,
  • jeśli chcesz korzystnie wpłynąć na regenerację mięśni po treningu zjedz zbilansowany posiłek potreningowy, który dostarczy wszystkich aminokwasów, a za zaoszczędzone pieniądze na suplementach kup sobie coś ładnego,
  • jeśli prowadzisz zdrowy styl życia i nie chorujesz na żadną chorobę przewlekłą to zakwaszenie organizmu nie musi spędzać Ci snu z powiek.

Dla mnie osobiście mit numer 3 jest hitem internetów. A dla Ciebie jaki jest największy mit dietetyczny, z którym się spotkałaś? Napisz w komentarzu, może powstanie kolejna część obalania mitów dietetycznych.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że pseudo naukowych bzdur na temat zdrowego odżywiania i odchudzania jest mnóstwo. Dlatego jeśli nie jesteś czegoś pewna lub coś spowodowało, że zaświeciła Ci się czerwona lampka napisz do mnie, a rozwieję Twoje wątpliwości.

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial